• img

    Zabawy dziecięce

    Z pierwszej płyty Moon Trio OSTATNIA LEKCJA. Muzyka: Ireneusz Jasiński
  • img

    Szepty i krzyki

      Z wydanej w 2011 płyty Moon Trio FIGURES & TALES. Muzyka: I. Jasiński / M. Sepioło / P. Stawiak
  • img

    Mój galaktyczny sen

    Z wydanej w 2011 płyty Moon Trio FIGURES & TALES. Muzyka: Ireneusz Jasiński
  • img

    Lament

    Z wydanej w 2011 płyty Moon Trio FIGURES & TALES. Muzyka: Ireneusz Jasiński

Ostatnia lekcja

nagrano 1999 r. studio To Mój Moon w Warszawie

Pomysł nagrania płyty zrodził się w Mrągowie. Siedziałem na pomoście i czytałem kupioną kilka godzin wcześniej w Olsztynie (przy okazji – magiczne miasto) „Krainę chichów” Jonathana Caroll’a

i pomyślałem, że fajnie byłoby założyć zespół. Miałem w głowie kilka pomysłów typu „zaczęte, nie skończone” („Zabawy dziecięce”, „Zdarzyło się w letni wieczór”), takie, które „grały się same” („6 rano”) i takie, które „były w pobliżu, ale taktownie nie narzucały się”. Tylko jedna kompozycja wśród tych, które znalazły się na płycie, powstała znacznie wcześniej, gdy byłem w liceum. A że jakoś dziwnie zaczęła mi pasować do klimatu miejsca, w którym rozgrywała się akcja czytanej właśnie książki, postanowiłem zatytułować ją „Droga do Galen”.

 

 Zacząłem szukać muzyków, a kiedy zaczyna się od zera, najprościej znaleźć kogoś wśród znajomych. Tak było i w tym przypadku. Najpierw zaczęliśmy z Arkiem Stani, który grał na gitarze akustycznej. Potem jego kumpel „polecił” swojego brata, Artura Niedbałę, który grał na basie. Ten z kolei polecił „kumpla swojego kumpla”, Piotrka Stawiaka (perkusistę). Potem nastąpiło kilka zmian. Przez zespół przewinęło się sporo muzyków (niektórzy grali dłużej, niektórzy tylko jedną próbę), aż w końcu, pewnego dnia, w odpowiedzi na ogłoszenie wywieszone w sklepie muzycznym zjawił się Michał Sepioło (grający do dziś na basie) i już wiedzieliśmy, że to jest skład, o jaki chodziło. Do nagrania płyty podeszliśmy po raz pierwszy w 1998 roku. Do zespołu dołączył jeszcze Artur Bogusławski grający na klawiszach, bo był (i do dziś jest) moim kolegą. W tydzień nagraliśmy wtedy wersję demo i okazało się, że dobrze byłoby mieć jakiś „własny kąt” – salę prób, piwnicę, kanciapę, albo cokolwiek, gdzie można byłoby regularnie grać, nagrywać, próbować i nie spieszyć się, jak w wynajętym na godziny studiu.

Znalazłem taką salę w Spółdzielni Pracy „Rozwój”, w której bywałem jako dziecko, bo pracował tam mój Tata i tak – w jakimś sensie – koło się zamknęło.

Sala była kiedyś małą halą produkcyjną, miała 4 metry wysokości, jeden więdnący kwiatek z ceramicznej doniczce, zieloną wykładzinę, 160 metrów kwadratowych powierzchni, pogłos, który potrafił nieźle utrudnić granie

i okna wychodzące wprost na dom przy ulicy Grzybowskiej, gdzie w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”, na poddaszu mieszkał główny bohater (co miało swoją magię, bo często spotykaliśmy się po próbach i oglądaliśmy razem komedie Barei).

Miejsce miało klimat. Industrialne wnętrze z lat 50-tych, klatka schodowa z metalowymi schodami i starą, głośną winda jeżdżącą w okratowanym szybie, na podwórku rampa i wejścia do suteren, a do tego widok Warszawy o różnych porach dnia i przy różnej pogodzie (zwłaszcza zimą, kiedy padał śnieg) w połączeniu możliwością grania „u siebie”, w kompletnej ciszy (budynek był pusty i czekał na nabywcę) – bezcenne. Przez okna w bocznej ścianie sali widać było budynek sąsiadującej Mennicy, a konkretnie ścianę ze szkła, w której odbijał się dach z szachownicą wywiewek wentylacyjnych. Widok był dość intrygujący i znalazł się później (oczywiście jego zdjęcie) jako ilustracja do kompozycji „Projekcje”, na okładce naszej płyty FIGURES & TALES.

 Żeby zmniejszyć naturalny pogłos sali ustawiliśmy z pustych kartonowych pudeł coś w rodzaju igloo skrzyżowanego z labiryntem,

powiesiliśmy trochę choinkowych lampek dla klimatu (był/jest taki film „Fandango”…)

 i zaczęliśmy regularne próby.

 

To wtedy podjęliśmy decyzję, że będziemy grać we trzech.

Wstawiliśmy mikser, komputer, mikrofony i w tym kartonowym igloo nagraliśmy materiał na płytę OSTATNIA LEKCJA.

Brzmienie było dalekie od pożądanego (zwłaszcza w przypadku perkusji), ale mimo iż później mogliśmy nagrać te same utwory w dużo lepszych warunkach, nie zrobiliśmy tego. Bo to nie byłoby to samo.

Zabawa była na tyle fajna, że zaczęliśmy robić nowe utwory, które znalazły się potem na płycie POCZTÓWKA Z WAKCJI. Ale to już zupełnie inna historia…

:-)

     

     

Here is the Music Player. You need to installl flash player to show this cool thing!

Kategoria: płyty

Zostaw odpowiedź


ijmoon.pl